Ostatnio miałam ogromną przyjemność rozmawiać z Olgą Szyszką – HR konsultantką HR, trenerką biznesu, moderatorką DT i właścicielką www.talentpower.pl. Olga była na szkoleniu Moderatorów Design Thinking, które prowadziłam we wrześniu. A że przy okazji działa w branży HR, która na maksa mnie interesuje, stwierdziłam, że zadam jej kilka pytań o metodę oraz punkty styku HR i DT!

Zainteresowanych metodą Design Thinking zapraszam też do drugiego wywiadu z Olgą, w którym poruszyłyśmy temat szkolenia moderatorów Design Thinking.

A: Czym jest dla Ciebie Design Thinking?

O: Jest pewnego rodzaju uporządkowanym sposobem realizowania potrzeb odbiorcy… klienta, użytkownika, interesariusza – choć nie lubię tego słowa! Nie chodzi jednak o same potrzeby, bo tym tokiem myślenia moglibyśmy wysłać odbiorcę na terapię. Ważny jest tutaj dodatkowy kontekst (biznesowy, finansowy, społeczny – w zależności od rynku), który służy dodatkowemu celowi. Zadaniem Design Thinking jest uporządkować drogę do rozwiązania tak, aby nie spuścić z oczu właśnie tego celu, punktu koncentracji, który jest dla nas w owym przypadku najważniejszy. 

Druga rzecz – Design Thinking zaprasza także do szybkiego działania. Sama nie jestem osobą, która lubi analizować poszczególne przypadki przez tydzień, dlatego bardzo dobrze odnajduje się w świecie DT.

A: Jakie wartości widzisz w myśleniu projektowym? 

O: Mam bardzo duże przekonanie i poczucie, że szacunek. Szacunek dla błędu oraz porażki. Szacunek dla odbiorcy. Szacunek dla… niewiedzy!  Nie ma u nas w społeczeństwie czegoś takiego, że gdy ktoś przyzna się, że nie wie, to w zamian usłyszy: – Wow! On nie wie, to cudowne! – Tutaj jest dla mnie bardzo dużo wartościowego mindsetu DT. Poczucie własnej wartości budowane jest na porażce. Gdy popełnię błąd, powiem: – Ok, porażka. – ale nie załamię się. Jestem z tym całkowicie OK. Bo wiesz, w życiu codziennym często ponosimy te porażki, dlatego DT jest dla mnie niesamowicie spójne i ludzkie.  

A: Dokładnie! W codziennym życiu to normalne, że ponosimy porażki, ale kiedy przechodzimy przez drzwi biura to… popełnianie błędów staje się nagle anomalią.

prototypowanie design thinking

O: To jest niesamowite jak w szkole, w pracy… jesteśmy w relacjach, w których spinamy się i obawiamy pokazać stworzone przez nas prototypy. A przecież chodzi tylko o to, aby podejść do drugiej osoby i powiedzieć: – Ej, to jest prototyp X. Być może jest zły, ale sprawdź go, przetestuj i daj mi feedback. Jestem otwarta na Twoje doświadczenie i opinię. – Ta otwartość uczy według mnie szacunku do moich błędów, ale także szacunku do porażek innych osób, w tym współpracowników. Dzięki temu w procesach jest przepływ, który jest ogromnie ważny w pracy. Jest on jednak również trudny do osiągnięcia – jako moderator obserwuje w korporacjach, jak mocno ludzie ograniczeni są przez środowisko, w którym spędzają 8 godzin dziennie. Z tego powodu ciężko jest mówić o wartościach – zależy to w końcu od poziomu samoświadomości pracowników. Oczywiście warto i można mówić o wartościach, ale bardziej chodzi o to, aby dawać przede wszystkim okazję do doświadczania  ich. Uważam, że samo mówienie tak naprawdę nic nie da – potrzebne jest tutaj przeżycie tego na własnej skórze.

design thinking w HR

A: Bardzo pomocne w otwieraniu pracowników jest praca na kejsach innych działów czy branż. Dzięki temu można wyjść ze swoich schematów. 

O: Dokładnie… mam takie poczucie, że zespół HR-owy o wiele lepiej będzie pracował na tematach działu marketingu. Wyjście ze swojej perspektywy działa otwierająco i pobudza kreatywnie. A tak, gdy moja grupa pracowała nad własnymi problemami, dużym wyzwaniem moderatorskim było zapanowanie nad uczestnikami. Wgłębiali się oni w szczegóły, przez co nie mogli iść dalej.

Po tym doświadczeniu pojawiły mi się dwie rzeczy: po pierwsze, oczekuje się od HR, że on jest najbliżej ludzi i przez co, że najlepiej ich rozumie. Po drugie, materia ludzka jest najbardziej nieokiełznana, nieobliczalna i nie od ogarnięcia. Jeżeli więc oczekuje się gotowych rozwiązań jak z taśmy produkcyjnej, to nigdy się ich nie dostanie. Dział HR robi co może, jednak jest to bezsensowna praca – szybkie i gotowe rozwiązania nie są tymi, których ludzie potrzebują.  DT zatrzymuje maksymalnie długo na etapie empatyzacji, aby nie dawać rozwiązań z własnej głowy.

Wyobraziłam sobie również mapę organizacji, na której ulokowałam poszczególne działy w zależności od ich poziomu poczucia wartości. Gdy chciałam umieścić na niej dział HR, zrozumiałam, jak nisko siebie oceniają na tle innych zespołów. I na to składają się dwie strony: z jednej HR-owcy nie są dopuszczani do biznesu i inne działy uważają, że nie są przez HR rozumiane. Z drugiej strony, gdy już pracownicy HR zostają dopuszczeni, to właśnie… nie rozumieją wielu działań. Niestety, ale takie osoby zostają zatrudnione w HR i naprawdę zaczęłam rozumieć, dlaczego tak ciężko znaleźć jest w procesie końcowego użytkownika, klienta biznesowego/ wewnętrznego.

A:Dokładnie, mamy podobne doświadczenia. Spotykamy się z HR-ami i często wychodzimy z tych meetingów z poczuciem, że te działy potrzebują solidnego zbudowania od podstaw. Od samego początku. 

O: Zastanawiam się czasami jak wygląda praca w zakresie DT w zależności od branży. Czuję się dobrze w klimatach IT, technicznych i jestem ciekawa jak wyglądałoby wdrożenie Design Thinking w tym przypadku.

A: Moim najtrudniejszym szkoleniem było spotkanie z pracownikami laboratorium chemicznego, na którym byłam razem z Irkiem. Naprawdę – nie wiedzieliśmy co zrobić. Niestety w tamtym przypadku perspektywa użytkownika i myślenie kreatywne były zagadnieniami zupełnie nieznanymi. Na przerwie razem z Irkiem mieliśmy wielkie NIE WIEM na twarzach i wspólnie zastanawialiśmy się co zrobić, aby dać uczestnikom wartość z tego szkolenia.

O: Nie ma co też się oszukiwać… patrząc ze strony społeczeństwa, empatia nie jest naszą mocną stroną. Mówiąc tak po prostu, po ludzku. Jeżeli więc globalnie nie jest to coś, w czym jesteśmy dobrzy, to ciężko też oczekiwać, aby w firmie empatyzacja działała na najwyższym poziomie.

A: Tak tak, to prawda. Ani empatia, ani docenianie siebie i innych, mówienie o swoich potrzebach, czy emocjach. Narzekanie przychodzi nam łatwo, ale jeżeli chodzi o zastrzyk pozytywności, to z tym już mamy problem.

O: Dlatego właśnie podoba mi się, że proces Design Thinking jest tak ładnie nazwany (śmiech), bo istnieje szansa, że całkiem spora liczba osób jeszcze się z nim spotka w swoim życiu i kto wie – może za jego sprawą obierze nową perspektywę. Wydaje mi się, że to właśnie jest misja Design Thinkerów, co zresztą sama powtarzałaś – prowadzicie warsztaty w różnych środowiskach, aby po prostu zarażać tą ideą kolejne osoby. 

A: To jest więc dobry moment na kolejne pytanie. Jesteś świeżo po szkoleniu moderatora Design Thinking. Co byś powiedziała osobie, która przeczytała właśnie tę ładnie brzmiącą nazwę, przejrzała kilka artykułów i… czuje, że to dla niej, ale zastanawia się jeszcze do której szufladki wrzucić DT, z czym to się je i o co w ogóle chodzi. Co byś powiedziała tej osobie o szkoleniu moderatorskim. Dlaczego z perspektywy biznesowej warto wziąć w nim udział?

szkolenie moderator design thinking

O: Ok, a więc takim pierwszym argumentem jest to, że  DT umożliwia zwiększenie skuteczności i budowanie świadomości sensownego i właściwego/celowego rozwiązywania problemów.  Oprócz tego, jest to proces, dzięki któremu możemy wyjść poza ramy myślenia strukturalnego. Myślenie projektowe pobudza patrzenie cross funkcyjne, ale obierając nie perspektywę organizacji, a końcowego użytkownika.

Ważnym biznesowym aspektem jest też pobudzenie kreatywności- mam tutaj na myśli przede wszystkim doświadczenie tego, że myślenie kreatywne nie jest trudne. Uważam tak samo jak twórcy metody, że nie ma osób nie kreatywnych, jednak wiele zależy od warunków, w których owe osoby funkcjonują. A dobrze wiem, że bardzo trudno o korporacje, które stwarzają sprzyjające kreatywności otoczenie. Z tego powodu uważam, że pokazanie, że kreatywność jest naprawdę realna, jeśli da jej się okazję do wzrostu, jest zdecydowanie potrzebne. Zresztą, nie chodzi zawsze o kreatywność najwyższych lotów, gdzie każdy krzyczy WOW. Czasem naprawdę to najprostsze rozwiązanie jest tym najlepszym. To przypomina mi wypowiedź Steva Jobsa, który przyznał się, że zatrudniał najbardziej leniwe osoby, dlatego że to właśnie one są równocześnie tymi najbardziej kreatywnymi. Taki typ człowieka chce być jak najszybciej leniwy (nic nie robić), dlatego…

A: Dlatego ja może tak szybko pracuję?! (śmiech)

O: Tak! Mam podobnie. Jestem zodiakalnym bliźniakiem i w swojej pierwszej pracy w zespole HR miałam również drugiego bliźniaka. Nasze doświadczenie uświadomiło nam, że… chodzi po prostu o to, aby zrobić. Niejednokrotnie mieliśmy tak, że szybko wymyślaliśmy proste rozwiązania, które osiągały efekt wow, a niekiedy potrafiliśmy przez tydzień siedzieć i rozkminiać, aż nasza szefowa rozwiewała wątpliwości, puentując, że nasze propozycje są bez sensu. I wtedy mój współpracownik mówił: – I widzisz, taki jestem leniwy, że zrobiłem Ci najprostszą tabelkę, nie kombinowałem i to jest najlepsze rozwiązanie!

A: Dokładnie. Uwielbiam mieć wolny czas w trakcie dnia na kawę, czy spotkanie z koleżanką i właśnie dlatego pracuję na maksa szybko i bazuję na prostych i praktycznych rozwiązaniach, aby później mieć czas dla siebie. Kurde… właśnie pokochałam swoje lenistwo!

O: Może nie chodzi mi teraz o to, aby zachęcać ludzi z biznesu do tego, aby byli bardziej leniwi. (śmiech) To co według mnie jest jednak super w DT, to fakt, że nie oczekuje się od warsztatu, że każdy będzie po nim mistrzem kreatywności, który wymyśla same rozwiązania z kategorii WOW.  Pójście proponowaną, ustaloną drogą przez proces DT daje jednak możliwość testowania różnych rozwiązań i uczy elastyczności.

design thinking pos it'y

A: Jasne. Ja to rozumiem też tak, że każdy ma jakiś potencjał i te różne narzędzia i ćwiczenia powodują, że możemy ten potencjał w danym człowieku wyzwolić. Czyli trochę wracamy do tego o czym mówiłyśmy wcześniej – że każdy jest kreatywny. 

O: Zgadza się. W ogóle to chciałam Ci również powiedzieć, że podobało mi się na szkoleniu Moderatorów Design Thinking to, że dawałaś dużo przestrzeni na różne obiekcje, czy pytania. Szczególnie, że grupa była liczna i dobrze obeznana w temacie DT. Z punktu widzenia prowadzącego to zmęczyłabym się taką liczbą uczestników, robiąc szkolenie przez 3 dni.

A: Zgadzam się. Pierwszy raz trafiła mi się tak świadoma grupa, która już na pewnym poziomie znała Design Thinking, przez co było bardzo dużo pytań na maksa konkretnych. Odpowiedzi na te pytania były z kolei tak ważne, że zastanawiałam się co odjąć, aby mieć czas by odpowiedzieć na to wszystko. Po tym szkoleniu rozmawiałam z Irkiem i zastanawialiśmy się wspólnie nad tym co zrobić, gdy następnym razem trafi się grupa z już tak pokaźną wiedzą.

Chciałabym Cię jeszcze zapytać o najtrudniejszy etap podczas szkolenia moderatorskiego.

O: Doświadczanie moderowania po tak krótkim czasie było pewnym wyzwaniem, jednak nie poszło to w emocje – nie było to stricte trudnym przeżyciem. Było to za to dla mnie bardzo ciekawe i wartościowe, bo jako trener nie mam obowiązkowych superwizji i to jest błąd. Uważam, że trenerzy powinni mieć superwizje przynajmniej raz na pół roku, raz na rok lub pójść z kimś na pół szkolenia i potem przegadać to, co się wydarzyło. Byłam raz zaproszona w roli superwizjera i to ekstra wyszło dla tej osoby.  Niestety nie zaprosiłam jeszcze nikogo do siebie, bo nie znalazłam rozwiązania na adekwatne rozliczenie tego.. być może w barterze – ja przychodzę do kogoś, a ktoś do mnie? Mimo wszystko z tego powodu uważam, że to doświadczenie moderatorskie jest szalenie ważne, bo pokazuje potrzebę sprawdzania. Pracujemy w końcu na materiale ludzkim. Istotne jest też, żeby mówić o tym w przypadku Design Thinking, bo tutaj również potrzebna jest superwizja. Nie widzę takiej opcji, aby ktoś był ekspertem DT i nie pracował w zespole. To jest w końcu metoda zespołowa i z tego też powodu podeszłam do Ciebie jednego dnia, aby zapytać o możliwość współpracy, wspólnych działań. To jest praca na procesie i nawet pół godziny, czy godzina poświęcona na rozmowie i wymianie doświadczeń jest ważna.

A: Całkowicie się z Tobą zgadzam. Równocześnie chciałabym podziękować Ci za naszą rozmowę i wymianę doświadczeń. Jest to dla mnie na maksa cenne i myślę, że czytelnicy naszego bloga również wyciągną wartościowe treści z tej rozmowy.

Alicja Bartkiewicz